czwartek, 22 października 2015

Rozdział X "Urodzić się niemym, by nie ra­nić słowem blis­kich... "

 Dawno mnie nie było, to prawda. Powiem szczerze, że pisanie tego rozdziału zajęło mi masę czasu i dopiero wyjazd do Stanów (również do Studia Harr'ego Pottera) sprawił, że w końcu dokończyłam tą notkę i muszę przyznać, że jestem z niej dość zadowolona.
Życzę miłego czytania i pamiętajcie o zasadzie CZYTAM - KOMENTUJĘ
Daje mi to niezmierną motywacje do pisania :) 








Hermiona nigdy nie przypuszczała, że cokolwiek jest jeszcze w stanie ją zaskoczyć. W przeciągu 6 lat w Hogwarcie przeżyła masę niebezpiecznych przygód oraz doświadczeń. Każdy rok szkolny przynosił coś nowego, co jeszcze bardziej utwierdzało ją w przekonaniu, że teraz, w wieku 17 lat, będzie gotowa stawić czoło prawie wszystkiemu.
Niestety musiała stwierdzić, że gorzko się pomyliła. Klęcząc nad ledwo co żyjącym Ślizgonem dopiero teraz zrozumiała, iż życie przyszykowało dla niej jeszcze masę niespodzianek, które kiedyś, o ile dożyje, będzie wspominała z nikłym cieniem przerażenia.
- Błagam Malfoy obudź się – szeptała w kółko, raz co raz spoglądając na nieprzytomnego chłopaka. Oczywiście od razu wysłała patronusa do Snape'a, lecz wątpiła by nauczyciel zdołał zjawić się tak szybko we Wrzeszczącej Chacie. Nie mogła jednak sama przetransportować go do Skrzydła Szpitalnego, więc od kilku minut starała się usunąć jakiekolwiek mniejsze uszkodzenia na jego ciele. O dziwo, udało jej się to bez żadnych problemów. Trudno było jej więc pojąć, czemu arystokrata dalej się nie budził.
Jego oddech był płytki aczkolwiek stabilny. Gdy przetransportowała go za pomocą czarów na starą kanapę, raz po raz wydawał z siebie jęki czy też szeptał w agonii imię matki. Poczuła jak ciężar odpowiedzialności i żalu spływa na nią z podwójną siłą. Przecież to ona przyczyniła się do zaistniałych wydarzeń. Gdyby nie ona, blondwłosy nigdy nie musiałby znosić takich katuszy.
Może dostał jakimś poważniejszym zaklęciem” - ta nieproszona myśl wdarła się do jej podświadomości jak grom z jasnego nieba. Jak na zawołanie od razu po ciele przeszły ją dreszcze. Mimo dzielącej ich nienawiści, która powoli znikała, nigdy nie będzie w stanie wybaczyć sobie, że przyczyniła się do cierpienia Malfoy'a.
Nieświadoma swoich czynów, przejechała swoją dłonią po policzku chłopaka. W tej chwili wydawał jej się tak bezbronny i niewinny, że nigdy nie posądziłaby go o bycie wrednym Ślizgonem, który niszczył jej życie od ponad sześciu lat. Nie wiedzieć czemu, wspomnienia zaczęły napływać do jej głowy. Pierwsze spotkanie w pociągu, ciągłe prowokowanie, wyzwiska, kpiny, obelgi, aż w końcu ich potyczka w jednym z przedziałów. Wtedy przecież prawie nie użył na niej zaklęcia Cruciatus. Na chwilę ponownie ogarnęła ją złość. Dopiero po chwili zdołała przywołać się do rozsądku. To wydarzenie zdawało się mieć miejsce wieki temu. W końcu chłopak uratował jej życie i to nie raz. Nie mogła być egoistką, musiała mu pomóc. Z resztą, nigdy nie zastanawiała się, jak wyglądałoby jej życie, gdyby na świecie zabrakło Dracon'a Malfoy'a. Owszem, tysiąc razy życzyła sobie, by zniknął na dobre, lecz doskonale zdawała sobie sprawę, że to tylko puste słowa.
Teraz gdy zagrożenie wydawało się tak blisko poczuła przez chwilę pewny rodzaj smutku, przeszywający jej serce. Nie chciała by Ślizgon umarł i to w dodatku z jej winy. Wiedziała, że najzwyczajniej w świecie by za nim tęskniła.
Łzy aż same cisnęły jej się do oczy, gdy ponownie spojrzała na blondyna. Włosy, zazwyczaj ułożone w artystycznym nieładzie, teraz sklejone od brudu i potu, przylegały do jego twarzy, na której widniał mały, lecz bardzo widoczny grymas bólu.
- Obudź się Draco – ponowiła swoją prośbę łamiącym się głosem, po czym leniwie oparła głowę o jego tors. Nie miała pojęcia czemu zdobyła się na na tak gwałtowny i niepodobny do niej upust emocji. Chciała po prostu, by wszystko wróciło do jak najlepszej normy. Wolała już znosić chore wyzwiska oraz zagrywki niż żyć z wyrzutami sumienia. Na swój własny sposób potrzebowała tej fretki w swoim życiu. Westchnęła cicho, czując jak ogarnia ją bezradność.
Dopiero teraz zaczęła rozumieć Harry'ego, który raz po raz tracił swoich najbliższych. Nie mogła sobie wyobrazić, jaki ból musiał nosić w sobie Wybraniec. Przyrzekła sobie w duchu, że przy najbliższej okazji spędzi więcej czasu ze swoim najlepszym przyjacielem. Przez całą sytuację wreszcie uświadomiła sobie, że musi cieszyć się każdym dniem, który jej jeszcze został.
Teraz jednak niczego nie pragnęła tak bardzo, jak pobudki Malfoy'a. Niestety nie pozostało jej nic innego, jak czekać.

~Draco~

Draco był zazwyczaj bardzo odporny na jakikolwiek rodzaj bólu. Spędzając całe dzieciństwo w Malfoy Manor, gdzie zaklęcia Cruciatus oraz katusze były normalnością, zdążył przyzwyczaić się do cierpienia oraz znosić kary bez żadnych skarg, Z czasem przeniosło się to również na jego życie emocjonalne. Nigdy nie przejmował się nikim i niczym. Lubił gnębić innych po to, by inni nabrali do niego odpowiedniego szacunku. Nigdy nie myślał o uczuciach, czy poczuciu winy. Stał się prawie idealną kopią swojego ojca. Zimny i wyrafinowany Draco Malfoy. Dziedzic wielkiej fortuny oraz przyszły Śmierciożerca, który nie boi się niczego. Tak przynajmniej myślał.
Teraz jednak miał wrażenie, że każda komórka jego ciała wręcz płonie Nie był w stanie otworzyć oczu, czy też wydać choćby najmniejszego dźwięku, świadczącego o tym, że zdołał przeżyć. Uczucie przerażenia jak i bezradności ogarnęło go całkowicie, sprawiając, iż znowu poczuł się jak 11 letni chłopczyk, próbujący dopasować się ze strachu swojemu ojcu. W gruncie rzeczy dalej tak było. Zgodził się zostać Śmierciożercą tylko ze względu na swoją rodzinę. Oczywiście z całych sił starał przyzwyczaić się do swojej nowej pozycji, lecz czasami przychodziło mu to z trudem. Ciągły strach o własne życie wcale nie polepszał całej sytuacji.
Biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia, miał wrażenie, że jego dni są już policzone. Przez głowę zaczęły przelatywać mu wspomnienia z ostatnich dwóch tygodni. Katusze, tortury, wrzaski… wszystko zdawało się zlewać w jedno. Jęknął donośnie. Dlaczego musiał to wszystko znosić? Co zrobił, że Czarny Pan postanowił go tak okrutnie ukarać? I chociaż doskonale znał odpowiedź, dalej po prostu nie chciał w nią uwierzyć.
- Obudź się Draco – usłyszał, po czym poczuł jak nieznany mu ciężar opada na jego klatkę piersiową. Przeklął w myślach, starając się za wszelką cenę doprowadzić do jakiekolwiek ruchu. W momencie odwagi, spróbował unieść się do pozycji siedzącej. Nie spodziewał się, że jego działania naprawdę odniosą skutek, więc gdy nagle poczuł zbyt gwałtowny ruch swojego ciała na moment stracił równowagę.
Zaczerpnął głęboko powietrza z całej siły próbując nie zakrztusić się za dużą dawkę tlenu. Miał wrażenie, jakby jego płuca paliły się od środka.Nie pamiętał kiedy najmniejszy ruch sprawiał mu tyle bólu.
Dopiero po chwili, gdy jego ręce przestały panicznie drżeć z wysiłku, rozglądnął się po pomieszczeniu. Na pierwszy rzut oka trudno było mu rozpoznać to miejsce. Mimo powoli ogarniającej go ciemności, doskonale widać było porządek oraz czystość. Nawet półka na książki, która zdawała się być stara jak świat, błyszczała świeżością. Zajęło mu to kilka sekund, by końcu rozpoznać w tym miejscu Wrzeszczącą Chatę. Naprawdę nie miał pojęcia, kto był na tyle zawzięty, by postawić ten rozpadający się dom na nogi. I nagle go oświeciło.
Dopiero teraz zdał sobie sprawę z obecności Granger w pokoju. Skierował na nią swoje rozkojarzone spojrzenie. Pierwsze co zauważył na jej twarzy to zaschnięte łzy na policzku oraz niepewność, która po chwili zmieniła się w ulgę. Stała niepewnie zaledwie kilka kroków od niego, zapewne próbując pojąć jego nagłą pobudkę i gwałtowne zachowanie.
- Granger – szepnął cicho – Czemu płaczesz? - spytał, wyraźnie zszokowany. Nienawidził patrzeć na czyjeś łzy. Był to dla niego nieznany rodzaj bólu, który na swój sposób go przerażał. Ponadto w brązowych oczach młodej Gryfonki zdołał odczytać wszystkie emocje skrywające się na dnie jej nienaruszonej duszy. Już prawie zapomniał jak działały na niego jej tęczówki.
- Żyjesz – powiedziała łamiącym się głosem, po czym bez żadnego ostrzeżenia, rzuciła mu się na szyję.
Poczuł ukłucie w okolicach żeber a każda komórka jego ciała wręcz błagała swojego właściciela o szybkie oddalanie się od nieznanej osoby, sprawiającej mu tyle bólu. Mimo to, nie zrobił nic, by odgonić od siebie Gryfonkę. Gdy tylko poczuł ciepło jej ciała, automatycznie przyciągnął ją bliżej, dając ponieść się własnym emocjom. Serce zabiło mu gwałtownie w klatce piersiowej, gdy jego ręce powoli gładziły jej plecy, rozkoszując się przy tym zapachem jej włosów.
Jeszcze nigdy w życiu nie pozwolił sobie na tak zwyczajny, ludzki gest, mający na celu ukazanie wsparcia oraz pociechy. Prawda była taka, że zawsze uważał ten odruch za punkt słabości oraz głupoty.
Teraz jednak miał ochotę już nigdy więcej nie wypuszczać Granger ze swojego stalowego uścisku. Potrzebował jej bardziej niż kiedykolwiek. Czuł, jak powoli zaczyna dopuszczać do siebie od lat skrywane emocje. Smutek, bezradność a jednocześnie złość i szczęście jeszcze nigdy nie były tak wyraźne niż teraz. Gwałtownie zakręciło mu się w głowie od nadmiaru zdarzeń oraz nieznanych uczuć. Nie rozumiał czemu akurat teraz, trzymając tą brązowowłosą Gryfonkę w ramionach zdołał się całkowicie otworzyć, chociażby na moment.
Odrobinę powiększył dystans między nimi, by móc po tak długim czasie spojrzeć jej w oczy. Mimo nienawiści, która dzieliła ich od ponad 6 lat nigdy nie miał problemu, by rozszyfrować dziewczynę. Dokładnie wiedział, kiedy sprawiał jej najwięcej przykrości albo jakie emocje targały nią na daną chwilę. Brązowe tęczówki Hermiony zdawały się teraz emanować dziwnym nieznanym mu uczuciem oraz pewnym rodzajem szczęścia, które tak rzadko gościło w jego życiu.
Mały, lecz bardzo wyraźny uśmiech zawadniał na twarzy Dracon'a. Pierwszy raz naprawdę czuł się...kochany? Nie, to uczucie dalej było mu nieznane, zresztą to tylko Granger. Mimo to, sam fakt, że ktokolwiek tak bardzo cieszył się na jego widok, sprawiał go w o wiele lepszy nastrój.
Warto było tyle cierpieć” - ta nieproszona myśl pojawiła się w jego głowie, lecz z całej siły starał się ją zakłócić.
- Nie miałem zamiaru umierać Granger – wyszeptał, intensywnie wpatrując się w oczy Gryfonki. Doskonale mógł zauważyć rumieńce pojawiające się na jej bladej twarzy pod wpływem jego słów. Z niewiadomego mu powodu, bardzo mu to schlebiło.
- Przepraszam – gdyby nie znajdował się tak blisko niej, zapewne nie dosłyszałby jej cichego pomruku, który z siebie wydała. Serce ponownie zabiło mu szybko na dane słowa a wspomnienia zaczęły napływać do jego umysłu szybciej niż by się spodziewał.
Stanął w obronie Granger. Walczył z Dołohow'em, by uratować swoją matkę. Sam Czarny Pan torturował go przez dobre 2 tygodnie. Jak to możliwe, by jedna drobna osóbka wywołała aż tyle zamieszania w jego życiu.
Skrzywił się nieznacznie, czując jak złość zaczyna przejmować nad nim kontrolę. Jednym ruchem, odepchnął delikatnie dziewczynę od siebie, przybierając swój typowy ironiczny uśmiech.
- Stało się – odparł jak gdyby nigdy nic, choć w środku miał ochotę dyszeć z wściekłości. Nie rozumiał, czemu przez cały czas towarzyszyło mu poczucie,że musi bronić tą głupią Gryfonkę. Nic między nimi się nie zmieniło. Dla niego dalej była głupią szlamą, która nie umiała poradzić sobie w najprostszej sytuacji.Mimo to, nie chciał widzieć, jak cierpi przez takiego imbecyla jak Dołohow. Miał ochotę jęknąć z bezradności.
- Jak się tu dostałeś? - spytała Hermiona, zupełnie nie zdając sobie sprawy z wewnętrznej walki, którą właśnie prowadził. Nie wyglądała na zdziwioną. Wręcz przeciwnie. Niczego innego się nie spodziewała. W końcu, Malfoy dalej był Malfoy'em. Jego reakcje były nieprzewidywalne, co sprawiało, że zawsze była przygotowana na wszystkie możliwości.
Draco skrzywił się nieznacznie, przypominając sobie z jaką zażartością próbował deportować się z Malfoy Manor. Miał dopiero 16 lat i mocno powątpiewał w swoje umiejętności jeżeli chodziło o tego rodzaje magię. Niemniej jednak, udało mu się. Wyobrażenie brązowych tęczówek Granger oraz opuszczonej Wrzeszczącej Chaty z każdą sekundą wydawało mu się bardziej realne.
Dopiero teraz zrozumiał, czemu deportacja wymagała takiego skupienia. Gdy w końcu dotarło do niego, iż po raz pierwszy w życiu udało mu się okiełznać tak trudne i wymagające zaklęcie, poczuł niesamowity przypływ dumy.
- Deportowałem się – mruknął, a następnie powoli, tym razem uważając na każdy swój ruch, spróbował wstać. Nie minęła nawet sekunda, gdy pomieszczenie przeszył jego cichy jęk bólu.
- Czyś ty zwariował Malfoy! - krzyknęła Hermiona. Dopiero teraz, gdy chłopak odzyskał przytomność, zauważyła jego obrażenia na klatce piersiowej. W dodatku, blondyn wyglądał na wycieńczonego. Była pewna, że przy jego stanie, nigdy nie da rady sam iść – Usiądź z powrotem – rozkazała ponownie zbliżając się do chłopaka.
- Nie będziesz mi rozkazywać – warknął w odpowiedzi. Gdyby jego stan fizyczny mu na to pozwalał zareagowałby jeszcze bardziej gwałtownie. Nienawidził być do czegoś zmuszany. W dodatku przez Granger. Biorąc pod uwagę wydarzenia, które wydarzyły się tylko i wyłącznie z jej winy, powinna zostawić go w świętym spokoju. W końcu już raz, niespełna miesiąc temu, był w stanie rzucić na nią Cruciatusa.
Przez chwilę znieruchomiał, przypominając sobie swój czyn. Co jak co, ale teraz, po torturach jakie sporządził mu sam Czarny Pan brzydził się zaklęciami niewybaczalnymi bardziej niż kiedykolwiek. Wiedział, że prędzej czy później, należąc do szeregów Sam-Wiesz-Kogo, będzie musiał ich użyć, lecz na daną chwilę przyrzekł sobie w duchu, iż z całej siły będzie starał się unikać czarnej magii przynajmniej przez miesiąc, nie ważne jak bardzo Granger będzie go wkurzać.
Młoda Gryfonka prychnęła głośno, po czym jednym gwałtownym ruchem zmusiła Dracona, by ponownie usadowił się na starej sofie.
- Jak dziecko – syknęła wyraźnie podirytowana. Podświadomie jednak uśmiechnęła się w duchu. Wolała już kłócić się z Malfoy'em niż codziennie zamartwiać się o jego życie. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, jak bardzo przyzwyczaiła się do jego towarzystwa.
Draco popatrzył na nią z czystą odrazą w oczach, lecz postanowiła zgrabnie zignorować ten fakt i bez zbędnych komentarzy, obejrzała jego ranę na podbrzuszu. Głębokie, świeże rozcięcie wyglądało poważniej niż się spodziewała.
- Kto ci to zrobił? - wyszeptała pełna przerażenia. Blondyn jednak milczał jak zaklęty. Nie chciał spowiadać się Gryfonce o swoich przeżyciach. Nie chciał przyznać się do tego, że jego własny ojciec, który od lat był dla niego przykładem, własnoręcznie oddał go w ręce Voldemorta, tylko po to, by ocalić swój własny tyłek. Nie potrzebował współczucia. Jedyne czego teraz pragnął był spokój.
- A jak myślisz Granger – odparł w końcu. Jego głos był przesiąknięty dawką cynizmu – Dumbledore nie może obronić nas przed całym złem na świecie – dodał. Czuł jak emocje ponownie biorą nad nim górę. Ten rok szkolny nie miał tak wyglądać. Wszystko powinno być takie jak kiedyś. Granger dalej powinna zajmować się swoim głupim Potterem, a on, jak przystało na syna Lucjusza Malfoy'a, powinien przygotowywać się do roli śmierciożercy. Zamiast tego, prawie wszystko wywróciło się do góry nogami.
Syknął głośno, gdy koniec różdżki Hermiony dotknął jego piersi.
- Nie ruszaj się – powiedziała jak gdyby nigdy nic a następnie zaczęła szeptać nieznane mu zaklęcie. Po raz pierwszy w życiu dziękował jej za bycie aż tak wielką kujonicą. Poczuł jak nieznane ciepło ogarnia całe jego ciało a ból, który towarzyszył mu od kilkunastu już minut zaczyna powoli znikać.
Odetchnął z ulgą. Teraz w końcu będzie mógł stanąć o wlanych siłach. Mimo to nie miał najmniejszego zamiaru podziękować brązowowłosej za udzielenie mu pomocy. W końcu to ona przyczyniła się do zbiegu wszystkich wydarzeń, które zmusiły go do podjęcia takich, a nie innych decyzji.
- Od kiedy to umiesz rzucać zaklęcia Granger? - rzucił złośliwie. Doskonale zdawał sobie sprawę, że dziewczyna poczuje się przez niego upokorzona. W końcu nie łatwo było jej wyrzuć ten przykry scenariusz z głowy, gdzie Draco Malfoy uratował jej życie.Jak na zawołanie, Gryfonka zarumieniła się delikatnie, po czym ukryła twarz w swoich brązowych lokach. Ślizgon zaśmiał się ironicznie na ten widok.
- Ciesz się, że w ogóle tu jestem – odburknęła siląc się na pewność siebie. Prawda była jednak taka, że w duchu przyznała szarookiemu rację. Miał prawo naśmiewać się z jej nieodpowiedzialności. Z resztą, jak w ogóle mogła dopuścić do tego, by ona, Hermiona Granger, nie była w stanie obronić samej siebie. To było takie nie w jej stylu! Miała ochotę wyć z bezradności, która opętała jej ciało.
Z drugiej strony jednak, gdyby nie jej zachowanie nigdy nie poznałaby Malfoy'a z tej drugiej, lepszej strony.
Doskonale pamiętała jego przerażony wzrok, gdy tylko Dołohow wspomniał o Narcyzie oraz troskę, która zagościła na jego twarzy. Jeszcze niecały rok temu nigdy nie pomyślałaby, iż Ślizgon jest zdolny do takich emocji. Ba! Sam fakt, że Draco odbiera jakieś inne uczucia niż nienawiść, był jak cud z nieba. Teraz jednak wszystko nabrało zarówno dla niej jak i dla niego, innego znaczenia. Oboje nie wiedzieli jeszcze czy zmiany jakie zaszły między nimi były dobre.
- Uwierz mi, gdybym mógł teleportowałbym się gdzie indziej – prychnął. Oczywiście kłamał. Brązowe tęczówki Granger prześladowały go od chwili, w której udało mu się odzyskać przytomność. Nie rozumiał tego i chyba nawet nie chciał pojąć.
Przekręcił leniwie głową a następnie po raz pierwszy przyglądnął się z dokładnością danemu pomieszczeniu.
Nie było ono zbyt duże. Kanapa na której się znajdował, stała przy ścianie, którą ozdabiały stare obrazy nieznanej mu czwórki przyjaciół oraz kilku dość przerażającym fotografiom wilkołaka. Przypatrując się młodym czarodziejom machającym śmiało do kamery, rozpoznał…
- Potter? - sam nie wierzył w swoje słowa. Przecież to było nie możliwe. Jakim cudem Bliznowaty znajdował się na fotografii, która na jego oko miała ponad 20 lat. Dopiero po chwili pojął iż przypatruje się w prawie idealną kopię Wybrańca.
- To ojciec Harr'ego – powiedziała Hermiona, również wpatrując się w młodego czarodzieja – Chciałam przekazać mu to własnoręcznie, ale zaklęcie przylepca robi swoje – westchnęła.
Draco postanowił zignorować jej wypowiedź. Ponownie spojrzał na fotografię, tym razem skupiając się na innych postaciach. Chłopak po lewej stronie, był w pewnym stopniu podobny do niego. Jego uśmiech był szarmancki a zarazem tajemniczy. Draco mógł się założyć, że w tamtych czasach, połowa dziewczyn wzdychała na jego widok.
Jedną ręką czochrał włosy odrobinę niższemu czarodziejowi, który z wyglądu bardziej przypominał bezdomnego niż ucznia. Podkrążone oczy, zmęczona twarz, lekko podarta szata oraz stare jak świat książki nie nadawały mu tytuły przystojnego mężczyzny. Wręcz przeciwnie, chłopak wyglądał jakby miał za chwilę paść z przemęczenia.
Malfoy prychnął pod nosem. Tak właśnie kończą ludzie, którzy całe życie poświęcają nauce. Najlepszym przykładem była właśnie Granger. Był pewny, że również ona kiedyś skończy gorzej niż marny przyjaciel Potter'a.
Zajęło mu to dobre kilka sekund, by rozpoznać na zdjęciu jeszcze jedną postać. Schowany za swoimi znajomymi, stał jeden, dość grubowaty chłopaczek. Jego twarz była nietypowo okrągła, lecz malutkie oczy oraz haczykowaty nos nadawały mu wygląd szczura.
I wtedy Draco zrozumiał.
- Peter Petigrew – wyszeptał wręcz z kpiną. Nigdy nie przepadał za tym marnym sługom Czarnego Pana. Oczywiście każdy znał historię o przywróceniu Voldmoerta, właśnie dzięki pomocy tego małego gada, lecz nikt nigdy nie traktował go jak jednego ze Śmierciożerców. Malfoy mógł śmiało powiedzieć, że nie spotkał w swoim bardziej tchórzliwej osoby. Glizdogon był w jego oczach nikim.
- Zdrajca – mruknęła cicho Hermiona ponownie przyciągając uwagę Dracona. Chłopak spojrzał na nią ze zdziwieniem i przymrużył oczy.
Skąd ona wiedziała o istnieniu tego parszywca? Z tego co opowiadał mu ojciec, były przyjaciel Potter'ów, ukrywał się latami tylko po to, by po wielu nieudanych próbach odnaleźć Czarnego Pana z obawy, że ktoś w końcu odkryje jego sekret.
Najwidoczniej Granger zdążyła już zapoznać się z tą gadziną.
- Nie każdy Gryfon musi chcieć ratować świat Granger. Czasami trzeba martwić się o siebie - prychnął złośliwie. Dziewczyna już otwierała buzię, by odpyskować blondynowi, lecz ten uciszył ją machnięciem dłoni. Nie miał zamiaru prowadzić dalszej dyskusji. Ponadto bał się, że może palnąć ponownie jakąś głupotę, która zdradziłaby jego przynależność do Śmerciożerców.
Hermionę jednak wcale nie zdziwił fakt, iż Draco tak dobrze orientował się w towarzystwie sług Sami-Wiecie-Kogo. Nie była głupia i umiała dodać jeden do jednego.
Mimo świadomości, że powinna trzymać się jak najdalej od Ślizgona, w głębi serca wiedziała, że teraz, po wielu dniach zamartwiania się, nie potrafiła już odpuścić.
Draco doskonale wdział zaciętość w jej oczach. Z jednej strony bardzo mu to imponowało. Jeszcze nikt nigdy nie starał się go rozgryźć, a tu proszę! Zwykła mugolaczka miała by to nagle zmienić?
Z drugiej strony jednak, czuł że złość oraz duma nie daje mu spokoju. Nie powinien nigdy ratować tej kujonowatej Gryfonki ani pozwolić jej na wtargnięcie w jego życie. Burzyło to bowiem wszystkie wartości jakie wyznawał.
W duchu poprzysiągł sobie, że najbliższej przyszłości będzie bardziej uważał na swoje czyny związane z Granger.
- Chodźmy już – odparł w końcu, po czym ruszył bez zastanawiania w kierunku ukrytego wyjścia.
- Ale Snape…- Hermiona dalej nie dawała za wygraną.
- Naprawdę myślisz, że przyjdzie uratować zdrajcę? - Malfoy ledwo co trzymał swoje nerwy na wodzy. Czy ta dziewczyna w ogóle miała pojęcie o prawdziwym życiu?
Granger westchnęła głęboko, czując nutkę zażenowania oraz rozczarowania. Nie ważne jak bardzo starała się dopasować do danej sytuacji, Ślizgon nadal miał pozostać dla niej zagadką nie do rozwiązania.

~Harry~

Mimo faktu, że Harry wychował się w zupełnie niemagicznej rodzinie Dursley'ów, który najchętniej oddaliby go do domu dla wariatów, nigdy nie czuł pociągu do jakiegokolwiek przedmiotu w mugolskiej szkole. Ten czas zresztą wspominał jako horror, który teraz mógł spokojnie porównać z lekcjami Obrony Przed Czarną Magią.
Snape jako nowy nauczyciel, zadbał już o to by Gryffindor został ukarany nawet za najmniejsze przewinięcie. Nie było godziny, w której jego dom nie stracił chociażby 25 punktów za niekompetentne wypowiedzi Nevill'a, czy też bezsensowne komentarze Weasley'a.
Sam Harry ledwo co umiał siedzieć spokojnie w klasie z naucxycielem, którego nienawidził jeszcze bardziej niż Malfoy'a. Zazwyczaj starał się siedzieć cicho i studiować w spokoju podręcznik eliksirów, który zawierał tak cenne wskazówki od Księcia Półkrwi.
Tym razem jednak wchodząc do klasy na trzecim piętrze, wraz z Ronem i Hermioną u boku, wiedział, że lekcja okaże się makabrą.Na jednoosobowych stolikach czekała już na nich sterta kartek oraz jedno pióro. Ron jęknął głośno.
- Czy ten nietoperz musi psuć nam humor? - mruknął w stronę Pootter'a i Hermiony.
- Snape zapowiadał ten test od ponad tygodnia Ronaldzie. Zamiast narzekać powinieneś się bardziej przyłożyć – prychnęła, po czym zajęła swoje miejsce.
Harry uniósł lekko brwi ze zdziwieniem przypatrując się swojej przyjaciółce. Ostatnio ciężko było rozgryźć jej humor. Często niespodziewanie milkła, odpływając daleko w tylko sobie znane miejsce. Powoli zaczynał się o nią martwić.
- Miejmy to już za sobą – mruknął, po czym zdecydowanym krokiem podszedł do jednych z pustych ławek, a następnie usiadł, wzdychając lekko.
- Cześć 'arry – usłyszał szept przy swoim uchu. Z zaskoczenia aż podskoczył do góry, co kilka Ślizgonów, z którymi dzielili lekcje, zaśmiało się perfidnie.
Poczuł jak powietrze wokół niego na sekundę staje się cięższe.
- Co tu robisz Fleur? - spytał uśmiechając się od uch do ucha. Widok dziewczyny znacznie poprawił mu humor. Od momentu ich niefortunnej lekcji, ich relacje znacznie się polepszyły.
On, dzięki swojej cierpliwości był w stanie powoli utemperować charakterek Francuzki. Czasami jednak potrafili przegadać całe ich spotkanie, nawet nie myśląc o prawdziwym celu w jakim tu przybyli.
- McGonagall przydzieliła mnie dzisiaj do zajęć z profesorem Snap'em – powiedziała, po czym usiadła tuż za Harrym.
- w takim razie powodzenia – odparł próbując zignorować dreszcze, które przeszły po całym jego ciele.
Gdy napotkał pytający wzrok Hermiony wzruszył jedynie ramionami Jego przyjaciółka bowiem dalej nie miała zielonego pojęcia o łączącej go relacji z Fleur. Westchnął cicho, czując jak powoli przytłacza go zachowanie tego sekretu dla siebie.
- Macie 60 minut – monotonny głos Severusa przywrócił go na ziemie – Zaczynajcie.


Sprawdzian okazał się być kompletną katastrofą. Nawet Hermiona, która zawsze była pewna swoich odpowiedzi teraz wyglądała jakby znowu spotkała przyrodniego brata Hagrida.
- Chyba to zawaliłam – jęknęła do Harry'ego, gdy ten postanowił zaczekać na przyjaciółkę, która jako z nielicznych nie oddała testu przedwcześnie.
- Za bardzo się przejmujesz – powiedział, po czym, by dodać jej otuchy objął ją ramieniem, na co dziewczyna odpowiedziała mu pełnym wdzięczności uśmiechem. Na pierwszy rzut oka, można było poznać, że Gryfonka jest wycieńczona. Jej oczy wydawały się tracić iskierki, a policzki wydawały się zapadać. Okularnik przyrzekł sobie w duchu, że przy następnej lepszej okazji wyciągnie ją na przynajmniej jedno kremowe piwo.
Nagle, nie wiedząc kiedy, nieznana mu przez pierwszą chwilę postać, przecisnęła się między nimi, lekko popychając ich na bok. Ciężar książek, niesionych przez Hermionę sprawił, że jego przyjaciółka straciła równowagę i runęła głośno na ziemię. Ślizgoni wybuchli śmiechem, a Potter dopiero teraz zauważył kto był sprawcą całego zamieszania.
- Uważaj jak chodzisz Malfoy – warknął w kierunku swojego wroga, który tylko wymownie przekręcił oczami.
- Nie widziałem tu nikogo oprócz żałosnego, pożal się boże, Wybrańca i jego szlamowatej przyjaciółki – zakpił.
Przed wyciągnięciem różdżki w stronę tej parszywej fretki, powstrzymało go gwałtowny uścisk Hermiony.
- Nie masz prawa mnie tak nazywać – jej słowa aż ociekały złością oraz jadem. Dziewczyna wpatrywała się w Malfoy'a z taką nie chęcią, że sam blondyn prawie niezauważalnie cofnął się o krok do tyłu.
- Nikt mi nie zabroni nazywania rzeczy po imieniu – powiedział spokojnie.
Wszyscy uczniowie wpatrywali się w nich napięcie, czekając na dalszy rozwój akcji.
- Jesteś pewien Malfoy? - spytała Hermiona a w jej oczach zalśniły pierwsze łzy. Widać było, że walczy sama z sobą, by zachować jeszcze resztkę swojej cierpliwości. Potter przez chwilę miał wrażenie, że słowa jej przyjaciółki dotarły do Dracona ze zdwojoną siłą – Jesteś nic nie wartym tchórzem – dokończyła, pewna swoich słów.
Tego było już za wiele dla obu stron. Malfoy wyciągnął swoją różdżkę z kieszeni, celując ją prosto w Gryfonkę. Harry doskonale wiedział, że w końcu musi interweniować.
Zarówno on, jak i Zabini stanęli między Hermioną a Dracon'em, próbując załagodzić sytuacje.
- Spadaj stąd Malfoy, bo inaczej nie skończy się tylko na słowach – warknął Harry. Ślizgon wpatrywał się w Gryfonkę, czekając na jej reakcje, a Okularnik przez chwilę mógł ujrzeć w jego oczach coś na kształt zdumienia oraz rozczarowania.
- Pilnuj lepiej swojej dziewczyny Potter – odparł tylko, po czym, posyłając szybkie spojrzenie w kierunku Blaise'a, oddalił się w kierunku lochów.
Potter nie tracąc ani jednej minuty, położył rękę na ramieniu Miony.
- Wszystko w porządku? - spytał, wyraźnie zmartwiony.
- Jak najbardziej - odparła natychmiast – Wybacz Harry, ale wolałabym być teraz sama. Zobaczymy się później – dodała, po czym zarówno jak Malfoy kilka sekund temu, znikła mu z pola widzenia.
Wiedział, że nie ma sensu za nią gonić. Mimo to , czuł się za nią odpowiedzialny i nie chciał by jakakolwiek krzywda spotkała ją ponownie ze strony Malfoy'a.
- Nie martw się o nią – głos Fleur znowu wprawił go w osłupienie – Oni już tak mają – powiedziała uśmiechając się lekko.
- Co masz na myśli? - spyta wyraźnie zaskoczony, co Francuzka skwitowała śmiechem.
- Ach wy Anglicy, zawsze dostrzegacie wszystko później – odpowiedziała, klepiąc chłopaka po ramieniu.

~Draco~

- Co to była za akcja? - oskarżycielski głos Zabiniego dotarł do Dracona odrobinę później niż powinien. Blondyn bowiem ledwo co trzymał swoje emocje na wodzy. Złość, upokorzenie, ale również i wstyd prawie brały nad nim górę.
Obiecał sobie trzymać się z dala od Gryfonki i zrezygnować z jakichkolwiek zaczepek w jej kierunku. Udawało mu się to nawet podczas ich wspólnych szlabanów, które teraz przebiegały w pełnej napięcia ciszy, która czasami była wręcz nie do zniesienia.
Wiedział jednak, że nie może pozwolić sobie na jakąkolwiek chwilę słabości.
- O co ci chodzi? – mruknął ponuro, dając Zabiniemu wyraźnie do zrozumienia, że nie chce pogłębiać tego tematu. Sam ledwo co rozumiał swoje zachowanie. Zazwyczaj ciężko było wyprowadzić go z równowagi, szczególnie teraz, po spędzeniu tylu dni w katuszach.
Nawet gdy Snape w końcu zawitał do jego dormitorium informując go, że jeżeli chce zachować swoją rodzinę przy życiu lepiej, żeby nie pokazywał się w najbliższym czasie w Malfoy Manor, nie poczuł nic poza ogarniającym go strachem. Czarny Pan bowiem dalej nie wybaczył mu jego zachowania.Mmimo tego, udało mu się dalej zachować zimną postawę i rzadko co dopuszczał do siebie negatywne myśli.
A teraz? Widok Granger w ramionach Pottera wręcz wzbudził w nim furię, która kumulowała się w nim od kilku dni. Sam nie wiedział co wkurzyło go bardziej. Czuły wzrok Gryfonki w kierunku Poterr'a, czy fakt, z jaką odrazą wypowiadała słowa w jego kierunku.
- Nie powinieneś tego mówić – głos Blaise'a był spokojny, lecz stanowczy – Nie po tym , jak dziewczyna zamartwiała się przez tygodnie, gdzie się podziewałeś – dokończył, krzyżując ręce w oczekiwaniu na jego reakcje.
- O czym ty mówisz Diable? - autentyczne zdziwienie na twarzy Malfoy'a wywołało uśmiech na twarzy jego przyjaciela.
- Nie było dnia, w którym Granger przegapiłaby okazję, by razem ze mną spróbować rozgryźć twoje nagle zniknięcie – powiedział jak gdyby nic – Może i jest mugolaczką, ale martwi się o ciebie jak cholera. Nie wiem jak to w ogóle jest możliwe, ale dokonałeś cudu – dodał kierując swój wzrok na jeden z portretów wiszącym przy wejściu do pokoju wspólnego Puchonów. Nie mieli pojęcia jak się tu znaleźli, lecz miejsce emanowało dziwnym spokojem, szczególnie w tych godzinach.
Dziewczyna z potretu spojrzała na czarodziejów z wyraźną odrazą, po czym szybko zniknęła im z oczu.
Przez chwilę Zabini miał wrażenie, że rozpoznał w owej postaci Lucy, lecz odgonił od siebie tą myśl. Nie widział dziewczyny od ponad miesiąca, a przecież obiecała mu jakieś słowa wyjaśnienia! By pozbyć się uczucia bezradności skupiał teraz całą uwagą na szkole dręczeniu pierwszoroczniaków oraz zamartwianiem się o przyjaciela, który kilka tygodni temu tak niespodziewanie ponownie pojawił się w zamku. Wiedział, że nie zmusi smoka do rozmowy, dlatego też cierpliwie czekał, by ten poruszył temat jego zniknięcia.
Teraz jednak wiedział, że Draconowi po prostu zabrakło słów.
Twarz Malfoy'a nie wyrażała żadnych emocji, lecz w jego głowie panował zamęt. Czemu ta cholerna Gryfonka nigdy mu o tym nie wspomniała. Z resztą co ją obchodziło jego los? Byli wrogami, a przynajmniej tak mu się wydawało.
Mimo to, coś w jego sercu lekko drgnęło na wiadomość, żę Granger naprawdę się o niego martwiła. W dodatku widok jej łez wcale nie sprawiał, że czuł się lepiej. Wręcz przeciwnie, w jednej chwili zalało go poczucie zażenowania,
- Nie powinna mieszać się w nie swoje sprawy – mruknął w końcu.
Zabini westchnął głęboko.
- Może i racja.- powiedział w zadumie - Ale doceń to, że przynajmniej ona w jakimś stopniu szczerze się o ciebie troszczy – dodał, po czym na moment uśmiechnął się tajemniczo – Coś czuję, że potrzebujesz ogromnej ilości Ognistej Whisky.

5 komentarzy:

  1. Znalazłem twojego bloga przypadkiem ale od razu mi się spodobał rozdział świetny czekam na next i życzę dużo weny i zapraszam na mojego bloga na http://my-secret-life-rose-weasley.blogspot.com/
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo wciągająca historia. Przeczytałam wszystkie rozdziały i podoba mi się to, że bohaterowie nie zmieniają się od razu. Mam na myśli tutaj to, że czytelnik wraz z czytaniem każdego kolejnego rozdziału, dostrzega stopniową przemianę postaci. Zaintrygowała mnie również postać Lucy - kim jest i co robi w Hogwarcie. Dawno nie było nowego rozdziału, mam nadzieję, że wkrótce się pojawi, bo naprawdę wciągnęła mnie ta historia.
    Zauważyłam też, że przesunęły się odnośniki do komentarzy i autora. Nie przeszkadza to bardzo, ale trochę dekoncentruje. Może to tylko jednorazowe.
    Mam nadzieję, że niedługo pojawi się kolejna część.
    Pozdrawiam i życzę dużo weny :)
    http://wbrew-wszystkim-dhl.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Witaj, z tej strony administratorki Katalogu Granger.
    Wraz z nadejściem wakacji, na naszym katalogu nadeszły porządki. Z racji tego, że na Twoim blogu nie pojawił się żaden post od ponad pół roku, został on przeniesiony do zawieszonych. Gdy powrócisz do publikowania, poinformuj nas o tym w zakładce ZMIANY, a Twój blog powróci do aktualnych opowiadań.
    Pozdrawiamy,
    Administratorki Katalogu Granger

    OdpowiedzUsuń